Homilie
Homilia odpustowa ku czci
bł. Bernardyny Jabłońskiej

Siostro Bernardyno! stałaś się obliczem Jezusa Opuszczonego, ponieważ On sam pozwolił Ci poznać Jego oblicze w każdym nieszczęśliwym: "Cierpienie i trud ustają - pisze - a miłosierdzie idzie dalej... Chciałabym zadość uczynić każdej prośbie, otrzeć każdą łzę, pocieszyć słówkiem każdą zbolałą duszę, być dobrą zawsze dla wszystkich, a najlepszą dla najnieszczęśliwszych. Ból bliźnich moich, jest mym" (13 VII 1916). Dlaczego? Ponieważ Jezus jest w każdym człowieku, zwłaszcza w tym, który cierpi na duszy lub ciele. Obliczem Chrystusa opuszczonego jest więc człowiek, który jest odrzucany, prześladowany, głodny, spragniony, nagi, umierający? On przeżył wszystkie stany ludzkiego życia. A nawet, jak pisze św. Paweł: Stał się dla nas grzechem, przekleństwem. Tak, ponieważ poniósł konsekwencje grzechu wszystkich ludzi - krzyż i śmierć. Czyż nie jest nim każdy grzesznik? Każdy człowiek zagubiony, zrezygnowany, przygnieciony.

Każde cierpienie moralne, duchowe, fizyczne objawiało nam Jego oblicze. Czyż nie jest Jego obrazem każdy podział między braćmi, między Kościołami - to jest oblicze Jezusa opuszczonego - między częściami ludzkości podzielonymi ideologiami? Czy nie jest figurą Chrystusa ten, kto traci poczucie Boga, bo wszedł w świat laicki, ateistyczny, oddany w każdą adorację poza Bogiem. Jeśli patrzymy na cierpienie w świecie, każde odwołuje nas do oblicza Jezusa. Jakże piękne jest jej wyznanie: "Chce mi się przebywać z Bogiem, kochać Go, utulić się i pozostawać w Jego obecności. Kochać Go za tych, którzy Go nie kochają. Chciałabym My wynagrodzić zniewagi zadawane. Chcę i pragnę cierpieć. Chcę cierpieć, bo mi się zdaje, że to się Bogu podoba. Chcę cierpieć, żeby wynagrodzić krzywdy. Chcę cierpieć - sama nie wiem dlaczego, tylko pragnę i chcę cierpieć" (Bóg nade mną jak obłoki nad ziemię - z pism bł. Siostry Bernardyny Jabłońskiej, Kraków 2000, 50-51)

Mocne pragnienie, żeby podzielić to cierpienie prowadziło ją stopniowo do odkryć obecności Jezusa. Do wszystkich odcieni miłości. Zaczęła Jezusa kochać dla Niego samego i już więcej nie miało znoszenia cierpienie. Jeśli w cierpieniu jest obecny Jezus, to cierpienie jest miłością, a miłości nie można znosić, nie można się zgadzać z jej rezygnacją - wówczas nic innego nie możemy zrobić, jak tylko akceptować. To przecież jest miłość. To jest miłość. To jest Bóg. Nigdy nie utracić z Nim wejrzenia, nie oderwać od Niego swojego wzroku. Nigdy nie pozwolić na oddzielenie się od Niego: przez cierpienie, lęk przed trudnością, czy też zdradzając Go, żeby kochać cokolwiek innego. Ile razy woleliśmy awans, przyjaźń zamiast Jego, nie wiedzieliśmy, że Go zdradzamy. A On przecież powiedział: Kto miłuje kogokolwiek bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. A cóż powiedzieć, gdy chodzi o wybór własnych słabości, upodobań czy pragnień. On pragnie naszej miłości, miłości oblubieńczej: zaangażować się tak, by się Jemu poświęcić; kochać Go w sposób wyłączny; wybrać Go w sposób wyłączny. On chce być naszym Oblubieńcem kochanym i wybranym w sposób wyłączny. A taka miłość oznacza porzucenie balastu: nie mogę więc ciągnąc za sobą ani nosić przy sobie innych miłości. On nie zadowoli się inną miłością niż oblubieńcza, ponieważ 'jest Bogiem zazdrosnym'.

Bernardyna Jabłońska tu na ziemi miała tylko jedynego Oblubieńca: Jezusa ukrzyżowanego i opuszczonego. Nie miała innego poza Nim. W Nim jednoczyła się z Trójjedynym Bogiem, jak cała ziemia z ludzkością. Dlatego to, co było Jego, przyjmowała za swoje. Nic więcej. A ponieważ Jego cierpienie stało sie powszechne i jej było takim. Szukając Go nieustannie, w każdej chwili swego życia cierpiała na duszy i ciele. To, co było Jego, było i jej: cierpienie, które pojawiało się nieustannie, noc ciemną aż do poucza opuszczenia. I to co było wokół niej: cierpienie dusz,

Pizuny2008.09.21
które były obok niej; cierpienie, które nie jest zachwyca, bo nie jest pięknem, pokojem, radością, a więc wszystko to, co nie nosi w sobie obrazu ani podobieństwa raju. I tak przez lata, zgorzknienia, bieda, osamotnienie: to wszystkiego, co sprawiało jej cierpienie, a co najpierw znalazło się w Nim, umiłowała, bo On był dla niej zarazem miłością i cierpieniem.

Bóg ukazał jej obecność swego królestwa w duszy. Ona życie swe wypełniła ukochaniem cierpienia, ponieważ Jezus pozwolił odkryć, że na ziemi nie istnieje nic Bożego, nic nie jest budowaniem Jego królestwa bez ukochania w cierpieniu. Królestwa Bożego nie da się budować inaczej, jak przez ukochanie w cierpieniu. My jesteśmy uczniami Chrystusa. Jesteśmy posłani żeby budować królestwo Boże w ludzkich sercach na całym świecie. Na czym budowaliśmy? Na czym budujemy? Królestwo Boże buduje się z miłości do Jezusa Ukrzyżowanego. Wszystko inne jest tylko sprawą ludzką. To, co Boże rodzi się tylko z cierpienia ukochanego.

Miłość miłosierną, miłość szczególna - wiecie, co ją charakteryzuje? Miłość miłosierną, to jest miłość, która tworzy nas nowymi stworzeniami, bo przemienia w to, z czym się styka. Wyznaje Bernardyna: "Ogromnie się czuję upokorzoną i widzę, że Bóg, i tylko sam Bóg działa we mnie. O, jakżeż ja Go kocham! Chwilami świętość Jego napełnia świat cały - ja to poznaję. Jak mi mój słodki Stwórca chce łask udzielić, to najpierw daje mi żal za grzechy i chęć, żeby być dobrą, upokarza, zalewa duszę i daje jej poznanie, że On sam nią włada. Chcę życie swoje oddać Mu w ofierze, niech się wypala w cierpieniach i pracach, choć nędznych, jak świeca", ponieważ odczuwa głos Jezusa, który mówi do jej duszy: Twoja słabość mnie fascynuje, która przyciąga duszę za każdym razem, chcę spalić, patrzeć na twoją nędzę. Patrz na me pragnienie. Jak mało przebiegli są chrześcijanie. Oni obciążają się własnymi słabościami, własnymi grzechami, błotem i chorobą duchową, które w jednej chwili mogły by być przemienione w złoto przez ogień mej miłości miłosiernej.

Bóg stał się światłem dla jej duszy. Dlatego mogła zobaczyć jej stan: "Nędza moja straszna - powie o sobie - grzechy okropne, liczba ich to wynosi miliony, tyle tego; rozmaite gatunki, wielkości; wstrętne jak robactwo obrzydłe" (Kraków, 31 XII 1918). A w innym miejscu wręcz przyznaje: "Zbrodniarką się czuję, najgorszą ze wszystkich grzeszników" (II, 80-82).

Z duszą człowieka jest tak, jak z glinianą kulą, gdy uderzy w nią kamień grzechu, zawsze pozostawia dziurę. Wtedy stając skruszona przed Panem, prosi: Panie miłosierny, zgrzeszyłam przeciw Tobie i twojej miłości, przebacz mi i ulecz mą duszę. On w to puste miejsce włoży swoją łaskę złota, które nie kruszeje. Żaden kamień nie zdoła go odbić. A gdy grzech następny i następny trafi w nią, na nowo miłosierny Pan uzupełni braki złotem swym tak, że z czasem z glinianej kuli uczyni szczerozłotą. Mówi o tym św. Paweł: tam, gdzie zaznaczył się grzech, jeszcze obficiej rozlała się łaska Boga.

Bernardynę przerażała nędza gliny, gdy nas często nie rusza wyłom spowodowany przez grzech ciężki. Ona chciała się pozbyć wszelkiej kruchości, kiedy my, ukrywając przed Bogiem grzechy, wynosimy się nad bliźnich. Jakże potężne światło miłości Ducha Świętego musiało opromieniać Twoją duszę, Bernardyno! Skoro cała rzuciłaś się w ten ogień miłości, by wypalił wszelką swą niedoskonałość!

ks. dr Czesław Szczerba
Dziekan Dekanatu Narol